Pięć miesięcy później..
Święta Bożego Narodzenia już tuż, tuż! Jeszcze pół roku temu
miałam nadzieję, że spędzę je z Kurkiem. Nie odzywał się do mnie od sierpnia.
Widać, jak bardzo mu na mnie ‘’zależało’’. Co prawda tłumaczyłam to sobie tym,
iż z pewnością poświęca się tam w pełni siatkówce. Do tego dochodzi jeszcze
nauka w nowej szkole. Obcy język, obce miejsce, obcy ludzie. Zrozumiałabym,
gdyby nie dzwonił przez tydzień, dwa. Ale nie przez cztery miesiące! No cóż..
Najwyraźniej nie było nam pisane. Od
września wzięłam się porządnie za naukę. W końcu to mój ostatni rok w
gimnazjum. Nigdy bym nie pomyślała, że będzie on tak wyglądał. Już na pewno nie
przyszłoby mi do głowy, że..
- Agata, słuchasz mnie w ogóle? – Luśka machnęła mi ręką
przed twarzą.
- Tak. Znaczy nie. – zmieszałam się – Przepraszam.
- Przestań o nim myśleć i zacznij mnie słuchać! Bal sam się
nie zorganizuje!
Bal.. No właśnie. Miało być tak pięknie. Bartek miał
przyjść, obejrzeć, jak tańczymy poloneza. Wesprzeć mnie przed późniejszymi
egzaminami.
- Nawet nie wiem, czy w ogóle pójdę na ten bal.. –
burknęłam.
- No chyba sobie żartujesz! Podjęłyśmy się organizacji, a ty
mi mówisz coś takiego?!
- Sama wciągnęłaś mnie w organizowanie całej imprezy..
- Jasne. Zwal wszystko na mnie. Tak będzie łatwiej, nie? –
chyba ją zdenerwowałam – Rozumiem, że masz teraz ciężki okres w życiu,
naprawdę. Staram ci się pomagać, jak tylko mogę, ale przestań myśleć tylko o
sobie! Nie chcę być niemiła, więc będę chamsko szczera. Jesteś totalną
egoistką, Agata. – powiedziała, po czym wyszła z pokoju.
Opadłam bezsilnie na łóżko. Ciekawe, co by zrobiła na moim
miejscu? Jak zachowywałaby się w sytuacji, w jakiej właśnie się znajduję? W
dalszym ciągu uważałaby, że jestem pieprzoną egoistką? W tamtym momencie, to
przecież było niemożliwe.
Po upływie piętnastu, może dwudziestu minut, postanowiłam
wyjść z tego pokoju i porozmawiać z kuzynką. Swoje kroki skierowałam do kuchni.
Stwierdziłam, że przygotuję sobie coś do jedzenia. W końcu nie jadłam już od
godziny. Sięgnęłam po pierogi z truskawkami. Wstawiłam je do wody, korzystając
z wolnej chwili powędrowałam do salonu. Usiadłam na kanapie, a następnie
przytuliłam Nowakowską.
- Olga, przepraszam. Wiesz, jak jest.. Nie mogę ci obiecać,
że się zmienię. Najzwyczajniej w świecie nie panuję nad sobą. Zmieniłam się,
zdaję sobie z tego sprawę. Tyle, że to nie do końca moja wina. – westchnęłam.
- Normalnie, to oberwałabyś patelnią w tą pustą główkę, ale
nie tym razem. – zaśmiała się.
Po paru minutach siedziałyśmy przy stole. Zajadałam się wyśmienitymi pierogami, natomiast Luśka sączyła malinową herbatę.
Po paru minutach siedziałyśmy przy stole. Zajadałam się wyśmienitymi pierogami, natomiast Luśka sączyła malinową herbatę.
- Sądzisz, że znikną? – zapytałam, patrząc na swój
nadgarstek.
- Z pewnością staną się mniej widoczne, ale wątpię, żeby
całkowicie zniknęły..
- Byłam głupia. – pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- A teraz jaka jesteś? – Nowakowska ledwo stłumiła śmiech.
- Mądrzejsza, niż wcześniej. – wzruszyłam ramionami i
wróciłam do konsumowania posiłku.
Nie chciałam zostawiać całego planowania na głowie kuzynki,
dlatego też wróciłyśmy do pracy. Po kolejnych dwóch godzinach robienia wykresów
oraz wyliczeń, stwierdziłam, iż mam dość. Postanowiłyśmy udać się na spacer.
Opatuliłyśmy się płaszczami oraz szalikami. Na stopy włożyłyśmy ciepłe kozaki,
a na dłonie skurzane rękawiczki. Połowa grudnia, a na dworze bielusieńko.
Włóczyłyśmy się po parku. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Jednakże
bardziej skupiałyśmy się na przyszłości. Nagle usłyszałam charakterystyczny
dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgnęłam do kieszeni, po czym wyciągnęłam z
niej komórkę. Odczytałam wiadomość, a na moją twarz wkradł się niewielki
uśmiech.
- Ostatni raz widziałam ten uśmiech, kiedy odczytywałaś
sms’y od Kurka. – stwierdziła, lustrując mnie wzrokiem – Więc teraz, jak na spowiedzi.
Mów, kto napisał.
- Andrzej.
- Wrona?
- Nie, Kowalski – sąsiad
z naprzeciwka. – wywróciłam oczyma.
- Wmawiacie mi, że to tylko przyjaźń. Nie, żebym coś mówiła,
ale to wygląda na coś więcej.
- Puknij się, Luśka.
***
Po pożegnaniu z kuzynką, zadzwoniłam do wcześniej
wspomnianego. Pytał, czy mam ochotę na kino oraz spacer. Bez wahania,
przystałam na jego propozycję. Umówiliśmy się na dwudziestą. Miałam tylko pół
godziny na wybranie odpowiedniego stroju i zrobienie makijażu. Postawiłam na tunikę
oraz czarne legginsy. Makijaż dość lekki, aż za lekki, jak na mnie. Równo pięć
minut przed czasem, byłam gotowa. Kiedy byłam w trakcie zapinania guzików
płaszcza, do moich uszu dobiegł dźwięk dzwonka do drzwi. Zgarnęłam jeszcze
tylko torebkę, a już po chwili stałam u boku Wrony.
- Ślicznie wyglądasz. – uśmiechnął się.
- Lepiej nic nie mów. – wypuściłam głośno powietrze z płuc.
Kraczący zabrał mnie na.. film animowany. Muszę jednak
przyznać, że spodobał mi się. Naśmiałam się za te cztery miesiące. Andrzej, co
chwila mnie rozśmieszał, przez co o mało nie wyrzucono nas z sali. Po seansie
chłopak odprowadził mnie do domu.
- Może wejdziesz? – spytałam wpatrując się w jego oczy.
- Nie wiem, czy powinienem.
- Mi odmówisz? – udałam oburzoną.
- Gdzież bym śmiał!
Wrona został w salonie, a ja udałam się do kuchni, w celu
przygotowania nam gorącej czekolady. Z racji tego, że rodzice wrócili do domu,
przenieśliśmy się do mojego pokoju. Siedzieliśmy na łóżku rozmawiając, jak
dobrzy przyjaciele. Trzymałam w dłoniach kubek z gorącą cieczą, co chwila
biorąc jej łyk. Andrzej opowiadał o nowej szkole i treningach, na które
uczęszczał od dłuższego czasu. Nagle przeszliśmy na tematy związane ze świętami
oraz sylwestrem.
- Jakieś plany na trzydziestego pierwszego grudnia? –
zapytał.
- Siedzenie w domu przed telewizorem. – odparłam.
- Samemu?
- Olga, prawdopodobnie jedzie z rodzicami do ciotki, więc
raczej tak.
- Twoi rodzice mieliby coś przeciwko, gdybym przyszedł do
was?
- Yym.. Nie wiem. Zapytam, ale raczej nie. – odpowiedziałam,
lekko zszokowana.
- Nie pozwolę ci się nudzić. – wyszczerzył się.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę, a kilkanaście minut po
dwudziestej trzeciej Wrona poszedł do siebie. W końcu rano trzeba było wstać do
szkoły.
***
- Jeszcze tylko dwie lekcje i w końcu wolne. – stwierdziłam
uradowana.
Nigdy nie lubiłam świąt Bożego Narodzenia, jednakże te mogły
być inne. I inne były. W szkole już chyba każdy uczeń z trzeciej klasy żył
zbliżającym się balem. Co prawda miał on się odbyć dopiero dziesiątego stycznia, ale
było zdecydowanie bliżej, niż dalej. Moja obecność podczas tego wydarzenia w
dalszym ciągu nie była w stu procentach pewna. Niby zapłaciłam i potwierdziłam,
że będę, ale zawsze mogę źle się poczuć, czy coś w tym stylu. Gdy wróciłam do
domu, czekała na mnie ‘’niespodzianka’’. Wystarczyło przekroczenie progu
kuchni, a już wiedziałam, iż coś jest nie tak.
- Mamo, możesz mi powiedzieć, o co chodzi? – spytałam mrużąc
oczy.
- O nic nie chodzi. Proszę jedz, bo wystygnie. – rzekła,
wskazując na talerz z zupą znajdujący się przede mną.
- I tak się dowiem. – mruknęłam tak cicho, aby nie
usłyszała.
Po skonsumowaniu zupy oraz drugiego dania, moja kochana
mamusia postawiła mi przed nosem moje ulubione ciasto bezowe.
- Chyba oszalałaś. – stwierdziłam – Gdzie ja to wszystko
zmieszczę?
- Nie gadaj, tylko jedz. – uśmiechnęła się.
Jak kazała, tak też zrobiłam. W dalszym ciągu jestem w
szoku, jak udało mi się to wszystko wcisnąć do żołądka. Cały czas zastanawiało mnie dziwne zachowanie rodziców. Coś przede mną ukrywali. Musiałam
się dowiedzieć, co takiego. Stanęłam przed nimi, tym samym zasłaniając ekran
telewizora.
- Ojciec szklarz? – mruknęła rodzicielka.
- Co przede mną ukrywacie? – zapytałam.
- Nic. – rzekła mama.
- Powiedz jej. Mimo wszystko powinna wiedzieć. – zaczął
tata, a ja kompletnie nie wiedziałam, co ma na myśli.
- Mamo?
Kobieta westchnęła, niechętnie podniosła się z kanapy, a po
chwili zniknęła za drzwiami. Przyszła trzymając w dłoni kartkę mniejszą od
kartki z zeszytu.
- Proszę. – wyciągnęła ową rzecz ku mnie.
Niepewnie wzięłam ją do ręki.
- Karta świąteczna? – spytałam, widząc obraz znajdujący się
na wierzchu.
- Lepiej sprawdź od kogo.
Otworzyłam kartę i zaczęłam czytać życzenia. Pospolite
wesołych świąt spędzonych w rodzinnym gronie, bogatego Mikołaja i tym podobne.
Najbardziej zainteresowało mnie to, co było wypisane ręcznie.
„Wiem, że nie tak
miały wyglądać te święta. Nie tak miało wyglądać nasze życie. Przepraszam, że
się nie odzywałem, ale stwierdziłem, że tak będzie po prostu lepiej. Lepiej dla
Ciebie, jak i dla mnie. Nie zapomniałem o Tobie. Już chyba nigdy nie zapomnę.
Chcę, byś była szczęśliwa. Szczęśliwa z kimś, kto naprawdę na Ciebie zasługuje.
Życzę Ci wszystkiego, co najlepsze, bo zasługujesz na największe dobra tego
świata. Jeśli przeczytałaś to, co napisałem, proszę daj znać. Obojętnie jak,
bylebym wiedział, że odczytałaś.
Mimo wszystko - Twój,
Bartek.”
Czytając to wszystko, mimowolnie z moich oczu popłynęło
kilka łez. Przyłożyłam kartę do piersi, zamykając jednocześnie oczy.
Westchnęłam głęboko.
Westchnęłam głęboko.
- Córciu, wszystko dobrze? – usłyszałam troskliwy głos taty.
- Tak. – uśmiechnęłam się blado – Pójdę do siebie, jestem
zmęczona.
Nie wiedziałam, co myśleć. Może najlepszym wyjściem byłoby
nie przejmowanie się, jednak nie potrafiłam przejść obok tego obojętnie. W
głowie ciągle tkwiły słowa ‘’Jeśli
przeczytałaś to, co napisałem, proszę daj znać. Obojętnie jak, bylebym
wiedział, że odczytałaś”. Nie odzywał się tyle czasu i tak nagle sobie o
mnie przypomniał? Gdyby tylko wiedział.. Gdybym mu powiedziała.. Może wróciłby
do Polski z rodzicami. Eh. Gdybanie. To takie w moim stylu.
Po dwóch godzinach zalegania na łóżku oraz czytania książki,
rodzicom udało się wyciągnąć mnie z pokoju. Postanowili pojechać na ostatnie
zakupy przedświąteczne, a że nie chcieli zostawiać mnie samej, to wpadli na
rewelacyjny pomysł (czujecie ten sarkazm?), aby zabrać mnie ze sobą. Podczas
przeciskania się przez tłum ludzi w kolejnym już sklepie, wpadłam na kogoś. Uniosłam
nieco wzrok, by sprawdzić kim jest ta osoba. Nawet nie wyobrażacie sobie, w jak
wielkim byłam szoku. Nie wiedziałam już, czy wzrok płata mi figle, czy osoba
stojąca przede mną, była tą za którą ją uważałam.
- Pani.. – zaczęłam – Co Pani tutaj robi?
- Jestem na zakupach, jak chyba wszyscy znajdujący się w tym
sklepie. No może prócz pracowników. – odparła kobieta.
- Przecież.. Skąd Pani tutaj? W Bełchatowie? Jak to? –
pytałam dalej, kompletnie niczego nie rozumiejąc.
- Przepraszam dziecko, ale chyba mnie z kimś pomyliłaś.
- Jest pani mamą.. – nie dane mi było dokończyć, gdyż
kobieta jakimś cudem zniknęła z mojego pola widzenia.
Ta sprawa nie dawała mi spokoju do końca dnia. To musiała
być ona. Nie było tu mowy o żadnej pomyłce. Chciałam porozmawiać o tym z
rodzicami, jednakże zdawałam sobie sprawę z tego, iż nie powiedzą mi prawdy.
Chcą, abym za wszelką cenę zapomniała o Kurku. Tyle, że to było rzeczą
praktycznie niemożliwą do wykonania.
Z racji tego, że te zakupy strasznie mnie zmęczyły, przed
dwudziestą drugą leżałam już w łóżku. Kiedy już prawie odpłynęłam do krainy
Morfeusza, usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgnęłam po komórkę
znajdującą się na szafce, tuż obok łóżka. Zmrużyłam lekko oczy, po czym
odczytałam sms’a.
„Miałabyś ochotę
spotkać się jutro ze swoim ulubionym przyjacielem? :) P.S. Mam nadzieję, że Cię
nie obudziłem:/”
Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się cień uśmiechu.
„Andrzeju, jakiż Ty
skromny! Jutro raczej cały dzień spędzę z mamą w kuchni, ale jeśli chcesz, to
możesz wpaść jakoś wieczorem:) I nie, nie obudziłeś mnie”.
„W takim razie do
jutra. Słodkich snów;)”
Muszę przyznać, że tamtej nocy spałam, jak zabita. Obudziło
mnie pukanie do drzwi. Po wypowiedzeniu cichego ‘’proszę’’ , zerknęłam kątem oka na zegarek. Była dziewiąta z
minutami. Do pokoju weszła rodzicielka z tacą, na której znajdowało się, jak
mniemam moje śniadanie. Ociężale podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Nie trzeba było. – rzekłam, wskazując na przygotowany
posiłek.
- Jedz, bo ci wystygnie. – uśmiechnęła się serdecznie.
- Przyznaj się. Chcesz mnie utuczyć, a potem zrobić ze mnie
rosół? – skrzyżowałam ręce na piersi.
- Widzę, że humorek od rana dopisuje. To dobrze, bo mamy
dzisiaj sporo do zrobienia. – po tych słowach zniknęła za drzwiami.
Skonsumowanie śniadania nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Po
odniesieniu tacy do kuchni, poczłapałam z wcześniej uszykowanymi ubraniami do
łazienki. Nałożyłam na siebie wybrany komplet, włosy zebrałam w kucyka, a na
końcu zrobiłam lekki makijaż. Ostatnimi czasy zrezygnowałam z czegoś takiego,
jak podkład czy puder. Używałam tylko odrobiny kredki oraz tuszu do rzęs.
Zwarta i gotowa zjawiłam się w kuchni. Założyłam jeszcze tylko biały fartuszek
z kolorowymi wzorkami i mogłyśmy zabierać się do pracy. Na początku mama
zabrała się za przygotowanie barszczu, natomiast ja za lepienie pierogów. Potem
przeszłyśmy do przygotowania ryb, ryżu z cynamonem, kapusty z grochem itd.
Nigdy dotąd nie miałam tak dobrego kontaktu z rodzicielką. Rodzice zmienili się
w stosunku do mnie, od czasu wyjazdu Kurka. Zaczęli bardziej się mną
interesować. Rodzinne wypady, zakupy, spacery. Wspólne gotowanie, czy obiady i
kolacje. Wszystko było takie, jakie powinno być zawsze. Szkoda tylko, że zrozumieli
swoje błędy, dopiero wtedy, kiedy znalazłam się w takiej, a nie innej sytuacji.
No, ale cóż. Lepiej późno, niż wcale, prawda?
- Andrzej przyjdzie dziś wieczorem. Nie macie nic przeciwko,
prawda? – zapytałam.
- Niech wpada, kiedy mu się podoba. Tutaj zawsze jest mile
widziany. – uśmiechnęła się kobieta.
Teraz wszyscy zastanawiacie się, gdzie jest tamta Agata?
Szczerze? Sama do końca tego nie wiem. Ta Agata jest bardziej odpowiedzialna.
Spokojniejsza. Co prawda tęsknię za wypadami do klubu z Olgą, ale to już
przeszłość. Może kiedyś do tego wrócę. Może. Dla nowej Agaty, najważniejsza
jest nauka. Chcę iść do liceum. Napisać maturę. Iść na studia. Mieć dobrą pracę
i oczywiście kochającą się rodzinę. Banalne, nieprawdaż? Ale wróćmy do
przygotowań przed świętami.
Wkładałam do piekarnika ostatnie z czterech ciast, kiedy
usłyszałam dzwonek do drzwi. Z racji tego, iż tata znajdował się wtedy w
salonie i miał najbliżej, poszedł otworzyć. Po chwili do moich uszu dobiegł
radosny głos Wrony. Gdy tylko ujrzałam go w progu, podeszłam by przytulić go na
powitanie.
- Masz brudne ręce. – stwierdził – Idź je umyć. Już,
natychmiast, bo ubrudzisz mi koszulkę!
- Dobrze, już dobrze. – przewróciłam oczami, śmiejąc się
jednocześnie.
Przenieśliśmy się do mojego pokoju, gdzie mogliśmy spokojnie
porozmawiać.
- Jak się czujesz? – spytał nagle.
- A jak mam się czuć? Jutro wigilia. Zaczną się spotkania z
rodziną. Mnóstwo ciotek, wujków, wrzeszczących dzieci, tony jedzenia. Żyć, nie
umierać!
- Wiesz, o co mi chodzi. – uniósł jedną brew ku górze.
- Wiesz, o co mi chodzi. – uniósł jedną brew ku górze.
- Andrzej, proszę cię. Chociaż ty mnie tak nie traktuj. Wszystko
jest dobrze. Z resztą oswoiłam się już z myślą, że..
Wtedy właśnie do pokoju wpadła moja mama, która stwierdziła,
że nie możemy siedzieć głodni. Dlatego też chwilę później wróciła z wielką tacą
pełną jedzenia. Cudem pochłonęłam ostatniego rogalika, popijając już nieco
chłodnym kakao. Wrona, jak miał w zwyczaju, ciągle mnie rozśmieszał. Nie wiem,
jak udało nam się dogadać przez te kilka miesięcy. Jak widać osoba Bartosza,
tylko przeszkadzała, co nie zmienia faktu, że był on dla mnie cholernie ważny.
- Dobra, będę się już zbierał. – rzekł, podnosząc się z
łóżka – Ale spotkamy się zaraz po świętach, tak?
- Tak. – uśmiechnęłam się.
- Wesołych Świąt.
- Wzajemnie. – odparłam, a Kraczący zbliżył się do mnie na
niebezpieczną odległość.
Patrzył mi głęboko w oczy. Nasze usta zaczynały dzielić
milimetry. Kiedy już miał mnie pocałować, odwróciłam głowę w bok.
- Przepraszam, nie powinienem był.. – ocknął się i nie
patrząc już na mnie, wyszedł.
To był długi, męczący dzień. Wzięłam szybki prysznic, by
kilka minut po dwudziestej trzeciej położyć się spać.
***
Obudziła mnie czyjaś
dość głośna rozmowa, odbywająca się jak mniemam w salonie. Normalnie nie
przejmowałabym się tym, gdyby nie ten głos.. W trymiga zerwałam się z łóżka.
Narzuciłam na siebie ciepły, miętowy szlafrok i zbiegłam po schodach, kierując
się do wcześniej wspomnianego pomieszczenia. Głosy stawały się coraz bardziej
wyraźne. Rodzice kłócili się z kimś. Stanęłam w progu, a moim oczom ukazała się
osoba, którą wydawało mi się, że słyszałam. Nie myliłam się. Tak samo, jak
wtedy na zakupach. To była ona. Te trzy osoby były tak zajęte kłótnią między
sobą, iż nawet nie zauważyli, kiedy weszłam do środka. Minęłam rodziców i
stanęłam naprzeciwko niego. Te cholerne niebieskie tęczówki. Znów w nich
utonęłam. Do moich oczu napłynęły łzy. Nic z tego nie rozumiałam.
- Agata,
porozmawiajmy. – rzekł, po czym zbliżył się do mnie.
Ułożył swoją dłoń na
moim policzku. Nie mogłam mu ulec. Nie tym razem. Poprosiłam rodziców, aby
opuścili salon. Nie byli zadowoleni, jednak spełnili moją prośbę.
- Agatka, przepraszam.
– wyszeptał i mimo mojego początkowego sprzeciwu, czule musnął moje usta.
Jak zwykle muśnięcie
zamieniło się w pełen namiętności pocałunek.
Kiedy oderwaliśmy się od siebie, odsunęłam się na bezpieczną odległość.
Kiedy oderwaliśmy się od siebie, odsunęłam się na bezpieczną odległość.
- Porozmawiajmy. –
prosił.
- Nie mamy, o czym
rozmawiać, Bartek.
Na nic zdały się
błagania Kurka. Byłam nieugięta. Po dłuższej chwili chłopak odpuścił,
stwierdzając uprzednio, że i tak będziemy musieli porozmawiać. Odprowadziłam go
wzrokiem po same drzwi. Kiedy już miałam wracać do swojego pokoju, usłyszałam
pisk opon i przeraźliwy huk. Czym prędzej wybiegłam na zewnątrz, nie zważając
na to, iż byłam w szlafroku, a był już prawie koniec grudnia. Podbiegłam do
zakrwawionego chłopaka, leżącego na ośnieżonej drodze. Z moich oczu wypłynęły
słone łzy. Gładziłam wierzchem dłoni jego policzek. Po kilku minutach zjawiła
się karetka. Usłyszałam tylko, że stan Bartosza jest ciężki, a więcej będzie
można dowiedzieć się dopiero w szpitalu.
- Bartek! Nie
zostawiaj mnie! Nie rób mi tego po raz drugi! – krzyczałam za odjeżdżającym już
pojazdem. – Bartuś, proszę..
W tamtym momencie
poczułam straszny ból. W jednej chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Dalej już nie pamiętam, co się działo..________________________________________________________________
Miał być weekend, to jest :D
Jedenasty rozdział oddaję w Wasze ręce :) ♥
Dwunastka jest dopiero w trakcie pisania, także nie wiem kiedy dokładnie się pojawi ;)) Ostatnio walczę z brakiem weny.. Ale cóż zrobić, bywa :'D
Jeszcze chcę tu podziękować pewnej osóbce, ponieważ bez jej pomocy nie wiem, czy dodałabym dzisiaj ten rozdział..
Dziękuję Wronka! ♥
Czytasz + Komentujesz = Motywujesz! ♥
Do napisania! :**** ♥





No to ten..Pisze go od nowa-,-
OdpowiedzUsuńCzytałam go chyba yyy trzy razy? Ale co tam :'D emm dobra chwila to co tam było w nim..?
Patelnia? Ej mi tez tak mówisz! (:'D)
"-Wrona?
-Nie, Kowalski"
Nadal mnie to rozwala! :'D
Ale ten Wrona "nachalny"! Nie lubie go! Co ja wgl mówie? :O nie lubić siebie? :o ale w tym blogu tak.. Ehhh co za cięźkie życie.. Wkońcu rodzice!! Łoooo!!!:'D
Bartek -,- myśli że po jednym "Przepraszam" to to tak wszystko w niepamięć pujdzie? Poza tym... Czy ten kierowca był ślepy?!?! Miałam coś napisać i nwm co.. Yhg! Dobra tam nieważne xDD
Spoko spoko drobnostka :'D
Eeee to ja czekam na nastęony do sprawdzenia :D
Buźka! ;* <3
P.S. Pierwszy!!! Ale dzielę się na pół z tą Panią:
»ßєℓîєωє« :D
O! Wiem co napisać miałam! Jak napisałaś o tych pierogach to przypomniało mi się jak ostatnio krzyczałyśmy:
Usuń"Zati chodz na pirogi!" :'D
Jakaś Ty dobra, wzruszyłam się..! ❤
UsuńAle ja jednak pozostawiem komentarz na sobotę :3
UsuńZati na tego piroga to kurcze jeszcze nie przyszedł i chyba na razie nie przyjdzie, ale mi to nie przeszkadza w tych okolicznościach :D
UsuńNawiązując do tego, co pisałaś wcześniej, to można nie lubić siebie :'D
Ty Wrony nie lubisz, ta do której nie wiem jak się zwracać lubi... Jak dogodzić?
Ty druga kurde, sobota była. Komentarzy brak.
Komentarz dodam z takim samym opóźnieniem jak Ty dodajesz rozdziały dzieciaczku bez szyi ;3
UsuńOby Bartek przeżył i mogli spokojnie sobie wszystko wyjaśnić.
OdpowiedzUsuńPrzekonacie się już w następnym rozdziale :)
UsuńPozdrawiam! :))
To się porobiło... Mam tylko nadzieję, że żadnemu z nich nie stało się nic poważnego. Nie wiem jak wytrzymam do kolejnego rozdziału. Czekam z niecierpliwością :) pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny :*
OdpowiedzUsuńKolejny rozdział postaram się dodać, jak najszybciej, ale jest jeszcze nie skończony.. Wena pojechała na wakacje :/
UsuńDziękuję!
Pozdrawiam! :*
Ale, że co się na końcu porobiło?
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nic im nie będzie.
Czekam na następny.
Buziaczki. ;*
Nie wiem sama, kiedy będzie następny, ale postaram się wszystko w miarę szybko ogarnąć :)
UsuńPozdrawiam! ;*
Wronuś <3
OdpowiedzUsuńCiekawe co będzie dalej, zapraszam --->http://milosc-to-najwieksza-choroba.blogspot.com/
Postaram się jeszcze dzisiaj przeczytać :))
UsuńPozdrawiam! ;*