- Bartek, Agata.. - łkała.
- Co się stało?!
- Ona.. Ona nie..
- Niemożliwe, powiedz że robisz sobie jaja! Olga do kurwy powiedz, że to głupi żart!
Dziewczyna pokręciła głową. Moje oczy w jednej chwili zrobiły się wilgotne. Osunąłem się na ziemię. Schowałem twarz w dłoniach i po prostu się rozpłakałem. Moje serce w tamtym momencie pękło na miliard malutkich kawałeczków. To nie mogła być prawda. Tak bardzo chciałem wierzyć, że uśmiechnięta blondynka za chwilę wyskoczy zza drzewa i zaśmieje mi się prosto w twarz. Niestety minuty mijały, a nic takiego się nie stało... To nie mogło się tak skończyć! Nie mogło...!
***
Siedzieliśmy tak dłuższy czas. Pogrążeni w smutku, żalu. Zarówno ja, jak i Olga nie mogliśmy, a raczej nie chcieliśmy uwierzyć w to, co się stało. Udało mi się wyciągnąć z Nowakowskiej nieco więcej szczegółów dotyczących jej rozmowy z Lucą. Agata.. Nawet nie chciały mi przejść przez gardło te słowa. Po prostu nie udało się jej uratować. Wszystko przeze mnie. Gdybym tylko nie wyjechał. Gdybym nie pozwolił jej później odejść. Wszystko byłoby dobrze. Agatka by żyła, bylibyśmy szczęśliwi. A tak? Muszę szykować się na pogrzeb dziewczyny, która w pełni zawładnęła moim sercem. Życie jest niesprawiedliwe...! W dodatku Vettori oznajmił, iż on nie jest w stanie przekazać tej wiadomości najbliższym Agaty. Wiedziałem tylko ja oraz Olga.
- Luśka, trzeba powiedzieć jej rodzicom.. - westchnąłem ocierając spływającą łzę.
- Ja nie dam rady, Bartek. Muszę to sobie wszystko poukładać. Wybacz. - szepnęła.
Wszystko zostało na moich barkach. Nie dość, że rodzice Szalpuk z pewnością nie chcieli mnie więcej widzieć, to jeszcze musiałem przekazać im taką wiadomość.
Po upływie kolejnych kilkunastu minut zebrałem się i ruszyłem w kierunku domu, w którym już nie raz bywałem. W głowie starałem się mniej więcej ułożyć, co im powiem. Jednakże z momentem otworzenia drzwi przez Panią Szalpuk, wszystko co ułożyłem, wyparowało mi z głowy.
- Bartek? Co ty tutaj robisz? Nie powinieneś tu przychodzić. - rzekła oschle kobieta.
Innego przywitania się nie spodziewałem. Z resztą zawsze mógł otworzyć ojciec Agaty, wtedy prawdopodobnie nawet nie zostałbym wysłuchany.
- Muszę Państwu coś powiedzieć.. Tylko może lepiej wejdźmy do środka. - moja powaga wyraźnie wzbudziła niepokój w kobiecie.
Świdrując mnie wzrokiem, wpuściła do środka. Skierowaliśmy się do salonu. Moje serce ponownie zaczęło bić z szaloną prędkością. Ciężko było mi hamować łzy. Potrzebowałem zostać sam ze sobą. Poukładać w głowie to wszystko.
Kiedy cała nasza trójka była już w salonie, zapanowała niezręczna cisza. Widziałem strach w oczach obojga. Musieli czuć, że stało się coś poważnego. W końcu niecodziennie widuje się zapłakanego mężczyznę.
- Bartek, proszę mów. Coś się stało? Wyglądasz nie najlepiej.
- Nie wiem od czego zacząć... - wziąłem głęboki oddech, chciałem mieć to już za sobą. - Agata.. ona nie.. - nie byłem w stanie dokończyć.
Wybuchnąłem płaczem, niczym kilkuletnie dziecko.
- Tak bardzo mi przykro.. Przepraszam. - rzekłem, po czym wybiegłem z domu.
Ból, jaki czułem był nie do opisania. Swoje kroki skierowałem w miejsce, gdzie czułem się jak w domu. Z początku miałem problemy, aby się tam dostać, ale koniec końców udało się. Wziąłem do ręki mikasę i powędrowałem z nią za linię dziewiątego metra. Podrzuciłem piłkę do góry, wybiłem się, by po chwili z całej siły w nią uderzyć. Tak zrobiłem z kolejną piłką. Kolejną. Kolejną. Kolejną. I kolejną. Nawet nie zauważyłem, kiedy na halę ktoś wszedł. Kogo jak kogo, ale jego akurat nie chciałem widzieć. Nie w tamtym momencie. Nie po tym wszystkim.
- Kurek? Skąd ty się tu wziąłeś? - usłyszałem jakże irytujący głos Wrony.
Nie odpowiedziałem. Kontynuowałem to, co robiłem wcześniej. Podrzut, skok, uderzenie. I tak w kółko.
- Wszystko w porządku?
Nadal brak odpowiedzi z mojej strony. Serwowałem jakbym był w amoku. Może i nawet byłem.
- Bartek, co się stało do cholery?!
- Agata nie żyje. Zadowolony? To spieprzaj stąd. - rzekłem chłodno, starając się zdusić emocje w sobie.
- Jak to? To niemożliwe. - parsknął. - Nie wyszedł ci ten żart.
- Czy ja do kurwy wyglądam jakbym żartował?
Andrzej zmierzył mnie wzrokiem. Kilka chwil zajęło mu przyswojenie tego faktu. Do mnie w dalszym ciągu to nie dochodziło.
- Vettori! - krzyknąłem, po czym zostawiłem nieco osłupionego Wronę na środku hali.
Musiałem skontaktować się z Lucą. Musiałem wiedzieć, kiedy ciało Agaty zostanie przewiezione do kraju. Wykonałem szybki telefon do siatkarza. Na szczęście znalezienie jego numeru telefonu nie było najtrudniejszym zadaniem.
- Kiedy Agata będzie w Polsce i ile to będzie kosztować?
- Kurek, konkretny jak zawsze. Szkoda, że nie byłeś taki przy Agacie. Może to wszystko skończyłoby się inaczej.
Jakim prawem on tak się do mnie odzywał?! Jakim prawem obwiniał mnie o śmierć Agaty?!
- Pieprz się, Vettori. Odpowiadaj.
- To nie będzie mało kosztować.
- Zapłacę za wszystko. Jestem jej wiele winien.
Po ustaleniu wstępnych szczegółów zakończyłem rozmowę z tym palantem i udałem się do klubu, w którym poznaliśmy się z Agatą. Usiadłem za barem. Wszystkie wspomnienia wróciły.
***
Andrzej jak zwykle uparł się, że akurat tego dnia mamy iść do klubu, bo podobno umówił się z jakąś niewiastą. Jasne. Zawsze tak mówił, a ja zawsze z nim szedłem. Tak też było tamtego dnia.
- Idę zawiązać nowe znajomości. - wyszczerzył się, a ja zostałem sam.
Przy barze dostrzegłem dziewczynę, która na moje szczęście siedziała sama.
- Raz się żyje. - rzekłem sam do siebie, po czym ruszyłem w jej kierunku.
Niestety nie było mi dane z nią porozmawiać, gdyż Andrzej przyprowadził mi "towarzyszkę na wieczór". Westchnąłem tylko, a następnie ruszyłem na parkiet.
Po kilku przetańczonych kawałkach, ruszyłem w kierunku baru. W pewnym momencie wpadła na mnie niewysoka dziewczyna.
- Uważaj jak chodzisz. - burknęła.
- To ty na mnie wpadłaś.
Blondynka popatrzyła na mnie, zmierzywszy od góry do dołu. To była dokładnie ta sama dziewczyna, do której nie zdążyłem zagadać.
- Może zatańczymy? - zapytałem.
Dziewczyna popatrzyła mi w oczy, po czym z uśmiechem przytaknęła.
Trafiliśmy akurat na wolny kawałek. Zarzuciła mi ręce na szyję, ja swoje położyłem na jej biodrach. Kołysaliśmy się w rytm muzyki.
Po przetańczeniu kilku kolejnych piosenek razem, udaliśmy się w kierunku baru.
- Tak w ogóle, to jak masz na imię? - zaśmiałem się.
- Agata, a ty?
- Bartek. - uścisnąłem jej dłoń. - Widzę, że twoja koleżanka nieźle bawi się z moim kolegą.. - wskazałem na tańczącego Wronę.
- To twój kolega?
- No przecież mówię, że tak.
- No nieźle trafiłyśmy. - wybuchła śmiechem.
Reszta imprezy minęła mi świetnie. Bawiłem się z Agatą, która wydawała się być naprawdę świetną dziewczyną. Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy. Czas wracać do domu. Na drugi dzień szkoła.
Obraz uroczej blondynki tkwił w mojej głowie przez całą noc. Nie sądziłem, że w tak krótkim czasie, jakakolwiek dziewczyna jest w stanie tak szybko zapaść mi w pamięci. Ta w dodatku za żadne skarby nie chciała z niej wypaść. Ale to akurat bardzo dobrze. Żałowałem tylko, iż nie wziąłem od niej numeru. Znając życie będę z tym żył do końca moich dni.
Rankiem obudziłem się o dziwo w całkiem niezłym humorze. Odświeżyłem się nieco w łazience, założyłem wybrane ubrania. Na szybko skonsumowałem posiłek przygotowany przez rodzicielkę, po czym ruszyłem w kierunku budynku, zwanego szkołą. Na miejscu spotkałem Andrzeja, który nie miał tak dobrego humoru, jak ja.
- Kac morderca? - zaśmiałem się głośno.
- A przestań.. - westchnął przeczesując włosy dłonią.
- To kara za to, że przestałeś pić, Wronka. - poklepałem go po ramieniu.
- Chyba idę do kibla. - oznajmił, co wywołało u mnie jeszcze większy napad śmiechu.
W takim stanie przyjść do szkoły. No cóż.. tu trzeba być Andrzejem.
Dźwięk dzwonka dotarł do moich uszu. Nie miałem zbytnio ochoty biec, więc wolnym krokiem ruszyłem ku schodom. Wdrapując się po nich ktoś na mnie wpadł.
- Uważaj, jak chodzisz. - burknęła dziewczyna.
Gdzieś już słyszałem ten głos. To była ona.
- To ty na mnie wpadłaś. Znowu. - zaśmiałem się.
Blondynka uniosła głowę do góry tak, że nasze spojrzenia się spotkały. Te oczy.. te śliczne, zielone oczy. Jak mogłem przez tyle czasu chodzić z nią do szkoły i o tym nie wiedzieć?
Od tamtego momentu moje życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni.
________________________________________________
Koniec coraz bliżej!
Postaram się skończyć tego bloga do końca września, chociaż będzie mi ciężko się z nim rozstać :( ♥
Co sądzicie o tym u góry?
CZYTASZ + KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ! ♥
Do napisania! :*****





❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńNa początek warto się przywitać..
Usuńtakże czeeeeeeśćććć
Usuńmnie się to nie podoba noo!
Usuńehh
Usuńznów się zaczyna
NIE JESTEM ŻADNYM ROBOTEM
wiesz coo
Usuńto się robi już na tyle smutne że nie chce mi się nawet spamować
Usuńale skoro teraz nie mam na to chęci to nie chcę nawet myśleć co to będzie przy epilogu
Usuńwykończysz mnie psychicznie bubu :(
Usuńjuż nawet nie pamiętam co chciałam napisać..
Usuńtakże
Usuńnoo
...
wrócę jak mi się przypomni
UsuńZostał tylko jeden rozdział i epilog, a Ty wiesz kiedy chcę skończyć, więc się szykuj ;*
UsuńCudowny rozdział. ❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję!❤️
UsuńPozdrawiam ;*