Obudziłam się około godziny dwunastej. Nie poszliśmy wcale
tak późno spać, choć może mi się tylko tak wydawało. Ociężale podniosłam się z
łóżka. Nie dość, że zmęczona to na dodatek z tym już sporych rozmiarów
brzuszkiem. Odsunęłam rolety, w celu wpuszczenia promieni słonecznych do mojego
pokoju. Mimo zimowej pory, słoneczko pięknie świeciło, co od razu wprawiało
człowieka w lepszy nastrój. Narzuciłam na siebie puchowy szlafrok, na stópki założyłam
ciepłe kapcie, po czym udałam się w kierunku kuchni najciszej, jak tylko
potrafiłam. Dlaczego cicho? Ponieważ nie chciałam obudzić zapewne śpiącego
jeszcze Andrzeja. Jakież było moje zdziwienie, gdy przekroczyłam próg wcześniej
wspomnianego pomieszczenia i ujrzałam Wronę, który jak mniemam przygotowywał
śniadanie. Stałam tak jakiś czas, oparta o framugę, wpatrywałam się w zwinne
ruchy chłopaka nucącego pod nosem najnowszy hit disco polo – mianowicie „Przez
twe oczy zielone”.
- No Andrzejku, przyznaj się przez czyje oczęta tak
oszalałeś? – chichotałam.
- Przez twoje. – odpowiedział, jak gdyby nigdy nic, nawet na
sekundę nie odwracając wzroku od patelni.
Będąc w niemałym szoku, postanowiłam usadowić się na
krzesełku. Zapach roznoszący się nie tylko po kuchni, a zapewne po co najmniej
jednej drugiej domu był nieziemski.
- Wrona, albo się pospieszysz, albo razem z tym maleństwem
będziemy zmuszeni samemu sobie coś przygotować.
Na całe szczęście chłopak po chwili postawił przede mną
talerz naleśników z owocami. Uśmiechnęłam się szeroko i po wypowiedzeniu
magicznego słowa dziękuję, zabrałam
się za jedzenie. Po posiłku zaczęłam sprzątać ze stołu. Wrona od razu zerwał
się z krzesła, oznajmiając mi iż mam iść odpoczywać, a on wszystko ogarnie. Po
krótkiej wymianie zdań, poddałam się. Pokręciłam jeszcze z niedowierzaniem
głową, po czym skierowałam kroki do swojego pokoju. Stanęłam przed szafą, z
której po długim namyśle wyciągnęłam jakiś komplet ubrań. Poczłapałam z nimi w
kierunku toalety, gdzie doprowadziłam swój wygląd do porządku w niecałe
dwadzieścia minut. Uwierzcie, że jak na mnie to i tak niesamowicie szybko. Następnie udałam się do pokoju, w którym spał
mój gość. Lekko zapukałam do drzwi i po usłyszeniu proszę, weszłam do środka. Wrona niemalże natychmiastowo podniósł
się z łóżka. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Mimo mojego niezbyt
dobrego samopoczucia, ten widok wprawił mnie w nieco lepszy humor. Usadowiłam
się obok niego. Milczeliśmy przez dłuższy czas, co chwila kątem oka zerkając na
siebie nawzajem.
- Zachowujemy się, niczym dzieci. – stwierdziłam.
-Dlaczego tak sądzisz?
- A zaprzeczysz temu? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Andrzej w odpowiedzi pokręcił przecząco głową.
- Za jakieś trzy miesiące zostanę mamą i zamiast uczyć się
podejmować ważne decyzje, to po prostu od tego uciekam. Muszę być bardziej
zdecydowana. Przestać myśleć o przeszłości. Zacząć skupiać się na tym, co
dopiero przede mną. Korzystać z życia, bo wiecznie młoda nie będę. Dziecko w
tym wieku może pokrzyżować plany.. Ludzie mogą pomyśleć, że w ten sposób
pozbędę się problemu. Że mogłam wcześniej myśleć, niż od razu iść do łóżka z
Kurkiem i zrobić sobie dziecko. Ciągle
zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze postępuję. Czy nie będę później
żałować. I wiesz co? Mam coraz więcej wątpliwości, ale do jasnej cholery, ja
jeszcze nie jestem gotowa! – łzy mimowolnie zaczęły spływać po moich policzkach
– Nie jestem, rozumiesz?
Chłopak bez namysłu zbliżył się do mnie, po czym zamknął w
szczelnym uścisku. Tego wtedy potrzebowałam. Wypłakać się w czyjeś ramię.
Powiedzieć, co leży mi na sercu. Byłam cholerną szczęściarą mając przy sobie
kogoś takiego, jak Wrona, czy Olga.
- Ććśś. Nie płacz już. Połóż się, odpocznij. – rzekł i już
miał wychodzić z pokoju.
- Zostań.
Kraczący spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, na co tylko
lekko się uśmiechnęłam. Po chwili leżałam na łóżku z Andrzejem u boku, który
wodził dłonią wzdłuż mojej ręki. Miałam zamknięte oczy, jednakże wiedziałam, iż
się uśmiecha. Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy
Morfeusza.
***
Obudził mnie dzwoniący telefon. Przetarłam oczy, po czym
ospale podniosłam się do pozycji siedzącej, by po chwili sięgnąć po urządzenie.
Przesunęłam palcem wskazującym po ekranie, nie patrząc nawet kto dzwoni. Przyłożyłam
aparat do ucha.
- Ile można do ciebie dzwonić, Szalpuk?! – usłyszałam głos
Olgi.
- Spałam, więc nie krzycz na mnie i mów w jakim celu do mnie
dzwonisz.
Po kilku minutowej rozmowie, poczłapałam do łazienki.
Uprzednio uszykowawszy sobie odpowiednie ubrania na spotkanie z kuzynką. Na
początku zaproponowała, abyśmy porozmawiały w klubie, jednakże potem
stwierdziłyśmy, iż najbardziej odpowiednim miejscem będzie miejscowa
kawiarenka. Po nałożeniu na siebie wybranego kompletu oraz poprawieniu
makijażu, zaczęłam zbierać się do wyjścia. Ubrana w ciepły płaszcz, podreptałam
jeszcze na górę.
- Wrona! – szarpnęłam lekko ramieniem nadal śpiącego
chłopaka.
- Hm?
- Wychodzę, jeśli chcesz, to śpij dalej. Wrócę najpóźniej za
trzy godziny. – puściłam mu oczko.
***
Droga minęła mi w miarę szybko. Muszę przyznać, że zima w
tym roku dawała w kość. Wszędzie mnóstwo śniegu, temperatura ciągle poniżej
zera i ani myśli, by to zero przekroczyć. Świetnie. Zmarznięta weszłam do
kawiarni, gdzie uderzyła mnie fala ciepła. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w
celu znalezienia Nowakowskiej. Nie było jej jeszcze, więc zajęłam miejsce przy
wolnym stoliku. Zamówiłam sobie filiżankę gorącej czekolady. Po niecałych
dziesięciu minutach, dołączyła do mnie Luśka.
- Umawiamy się na konkretną godzinę, w dodatku ty mówisz o
której mam być i jeszcze się spóźniasz? – spojrzałam na nią z wyrzutem, jednak
po chwili parsknęłam śmiechem.
- Byłabym wcześniej
ale coś mnie zatrzymało.
- Coś? Czy może raczej ktoś?
Widząc jej zarumienione policzki i unikający mnie wzrok
wiedziałam, że kogoś poznała.
- Opowiadaj. – uśmiechnęłam się.
- Poznaliśmy się na sylwestrze. Rodzice woleli siedzieć z
ciotkami i wujkami, natomiast ja z Aśką i Zuzą – te dwie dziewczyny są
kuzynkami Olgi, moimi nie, gdyż to ze strony jej taty. – poszłyśmy nieco
zabalować. Mocniejszy makijaż, sukienki, szpilki. Alkoholu trochę się polało.
Tańczyłam w tłumie ludzi, gdy nagle podszedł do mnie Patryk. Poprosił do tańca,
a w jego trakcie zapytał czy mam chłopaka. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą,
czyli nie. Na co on wypalił tekstem „to
teraz już masz”. – kiedy to usłyszałam, zaczęłam krztusić się czekoladą,
którą akurat sączyłam.
Kiedy udało mi się opanować napad kaszlu, kiwnęłam głową na
znak, iż może kontynuować swą opowieść.
- Procenty, które wręcz buzowały we krwi, nie pozwalały
logicznie myśleć. Zaczęliśmy się całować. Nie wiem czy uwierzysz, czy też nie,
ale przespaliśmy się ze sobą.
- Że co?! – krzyknęłam, lecz kiedy zobaczyłam spojrzenia
ludzi skierowane na mą osobę, uświadomiłam sobie, że jestem w miejscu
publicznym i ściszyłam ton głosu.
Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. Nie chciałam, żeby
obcy ludzie byli świadkami naszej rozmowy, która z pewnością mogła przerodzić
się w kłótnię w mgnieniu oka. Zapłaciłam za zamówienie, po czym zgarnęłam
płaszcz. Po chwili znalazłyśmy się przed lokalem.
- Czy ciebie już do końca popieprzyło, Nowakowska?! – znów
uniosłam głos.
- Nie?
- Nie? Sądzę, że chyba jednak tak. Znasz faceta godzinę,
może nawet nie i idziesz z nim do łóżka? To nie jest normalne!
- Ty mogłaś pieprzyć się z Kurkiem, kiedy ci się żywnie
podobało, a ja nie mogę?!
Przegięła. Dobrze wiedziała, że temat Bartka jest dla mnie
trudny. Ale oczywiście musiała go poruszyć.
- Spałam z Kurkiem. Prawda. Ale Luśka, ja naprawdę coś do
niego czułam, zrozum! A ty?
- Patryk jest świetnym facetem i czy ci się to podoba, czy
nie, to będę się z nim spotykać.
Nasza rozmowa, o ile można było nazwać to rozmową, trwała
jeszcze kilka minut. Rzuciłam na końcu tylko, żeby na siebie uważała, bo jeżeli
ten cały Patryk ją skrzywdzi, to będzie miał do czynienia z nastoletnią matką.
***
Tydzień później…
Nastał ten dzień. Dzień, w którym miał odbyć się nasz bal
gimnazjalny. Jeszcze ubiegłego wieczora rozmyślałam, czy aby na pewno się na
nim pojawić. Dopiero kilkugodzinne namowy Olgi oraz Blanki coś dały. Byłam w
niemałym szoku, kiedy nawet Wrona zaczął mnie namawiać, abym poszła na tę
imprezę. Trzech na jedną? Nie dali mi wyjścia. Inne dziewczyny z pewnością były
umówione u kosmetyczki, fryzjera. A ja? Pomalować paznokcie, zrobić makijaż,
czy uczesać się jeszcze potrafię. Chociaż tamtego dnia także byłam umówiona.
Tyle że miałam odwiedzić swojego ginekologa. W dalszym ciągu nie mogłam
przyzwyczaić się do tego, iż pod swoim sercem noszę maleńką istotkę. Byłam
ciekawa, jak będzie wyglądać. Rozmyślałam, czy będzie to chłopiec, czy może
dziewczynka. Czy będzie miała piękne błękitne oczy po tatusiu, czy może zielone
po mnie. Kogo bardziej będzie przypominać, mnie? Czy może Bartka? Mnóstwo pytań
było w mojej głowie. Myśl, iż nie będę widziała, jak to maleństwo dorasta
zaczynała mnie przerażać. Ale nie mogłam się wycofać. Doskonale zdawałam sobie
sprawę z tego, jak bardzo ciocia z wujkiem starają się o dziecko. Będę je
oddawać z ciężkim, bolącym sercem, jednakże mogłam mieć pewność, że będzie
miało wszystko. Wszystko to, czego zapragnie. Ja nie mogłabym mu tego zapewnić.
Byłam zbyt młoda.
- I jak Luśka, pójdziesz ze mną do lekarza? – zapytałam,
spoglądając na kuzynkę.
- O piętnastej trzydzieści mam fryzjera.. Nie wyrobię się,
przepraszam.
- Nie no, okay.
- Wiesz, że gdyby nie to, to na pewno bym z tobą poszła.
- Wiem. Nie przejmuj się, poradzę sobie. – wymusiłam
uśmiech, po czym zaczęłam się zbierać.
Stałam na korytarzu, zapinałam guziki swojego płaszcza,
kiedy nagle rozdzwonił się mój telefon. Prędko sięgnęłam po torbę, leżącą tuż
przede mną. Zaczęłam ją przeszukiwać, w celu znalezienia urządzenia. Gdy już mi
się to udało, przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam aparat do ucha.
- Witam, moją piękną przyjaciółkę. – usłyszałam radosny głos
Andrzeja.
- Witam, mojego przystojnego przyjaciela. – na moją twarz
wkradł się niewielki uśmiech.
- Zgaduję, że nie masz z kim się udać, na dzisiejszą wizytę
u ginekologa. Dlatego też, jeżeli tylko wyrazisz zgodę, pójdę tam z tobą.
Bez dłuższego zastanawiania, przystałam na propozycję
chłopaka. Nie chciałam iść tam sama. Potrzebowałam potrzymać kogoś za rękę, a
może raczej potrzebowałam wtedy obecności bliskiej mi osoby. Z racji tego, że
miałam jeszcze jakąś godzinę do wizyty, umówiłam się z Wroną dwadzieścia minut
przed piętnastą.
- Do wieczora! – zostałam wyściskana przez Nowakowską –
Opowiesz mi wszystko później! – uśmiechnęła się szeroko.
- Jasna sprawa, pa. – puściłam jej oczko, a następnie
opuściłam progi jej domu.
Mróz utrzymywał się cały czas. Szłam bełchatowskimi
uliczkami w kierunku swojego miejsca zamieszkania. Mijałam akurat fontannę, z
którą wiązało się kilka wspomnień związanych z Kurkiem. Nagle podeszła do mnie
jakaś dziewczyna. Była gdzieś w moim wieku, może troszkę starsza.
- Przepraszam, ty jesteś Agata? Agata Szalpuk? – zapytała.
Byłam w niemałym szoku. Co byście zrobili na moim miejscu?
Podchodzi do Was obca dziewczyna, którą widzicie pierwszy raz na oczy i na
dodatek wie, jak się nazywacie.
- Yym, tak. Dlaczego pytasz? I skąd wiesz jak się nazywam?
- Jesteś w ciąży? – spojrzała na mój brzuch, który był już
całkiem widoczny.
- Przepraszam, spieszę się. – mruknęłam i czym prędzej
udałam się w kierunku domu.
Nie zważałam na wołanie dziewczyny. Na jej prośby o rozmowę.
Po prostu uparcie szłam przed siebie. Nawet się nie obejrzałam. Chciałam jak
najszybciej znaleźć się w swoim ciepłym pokoju z kubkiem gorącej herbaty. Tak
też się stało po jakiś piętnastu minutach. Siedziałam na parapecie z kubkiem gorącej,
malinowej herbaty oraz ze swoją niedawno nabytą książką. Z zainteresowaniem
czytałam kolejne strony powieści romantycznej, co chwila sącząc ciepłej cieczy.
Nie zauważyłam nawet, że już dawno powinnam zacząć się szykować. Kiedy
usłyszałam pukanie do drzwi, wróciłam myślami do rzeczywistości. Po
wypowiedzeniu słowa proszę, w moim
pokoju pojawił się Andrzej.
- Jeszcze nie gotowa? – spytał zdziwiony – Jeśli za pięć
minut nie wyjdziemy z domu, mogę cię zapewnić, że się spóźnimy.
Spojrzałam na zegarek, po czym zerwałam się z parapetu.
Odłożyłam lekturę wraz z kubkiem na biurko i pobiegłam do toalety. Prędko
poprawiłam makijaż, ubrałam coś odpowiedniego i po zgarnięciu wszystkich
potrzebnych rzeczy, opuściliśmy dom. Na miejscu byliśmy prawie że równo z czasem.
Nie zdążyłam nawet usiąść, gdyż usłyszałam swoje nazwisko. Pociągnęłam za sobą
Andrzeja, a ten choć lekko zdezorientowany, podążył za mną.
- Jak tam samopoczucie Pani Agato? – zapytał doktor.
- Bywało lepiej, ale nie jest najgorzej. – stwierdziłam.
- No dobrze, nie będziemy przedłużać. Wiem, że ma Pani
dzisiaj ten cały bal.
Kiedy lekarz zobaczył mój pytający wzrok, od razu dodał, że
jego córka chodzi ze mną do szkoły.
- Może zechce Pani w końcu poznać płeć dziecka?
Wahałam się, gdyż na początku oznajmiłam, że nie chcę znać
płci do czasu narodzin. Kobieta zmienną jest. Pokiwałam głową na znak, iż chcę
wiedzieć.
- Chłopiec. Będzie miała Pani synka, Pani Agato.
Uśmiechnęłam się szeroko, a w kącikach moich oczu zaczęły
gromadzić się łzy.
Wrona chwycił moją dłoń i ucałował jej wierzch.
- Tata pewnie szczęśliwy. – rzekł mężczyzna, spoglądając na
Kraczącego.
- Bardzo. – Wrona odpowiedział z uśmiechem, jakby to była
najprawdziwsza prawda.
Po krótkiej rozmowie z lekarzem, wyszliśmy z gabinetu. Andrzej
przyglądał się zdjęciom USG, a ja myślami znów byłam gdzieś przy Kurku.
Chłopiec.. Byłam niemalże pewna, że będzie malutką kopią Bartosza. Z racji
tego, iż było już dość późno, pojechaliśmy prosto do domu. Bal zaczynał się o
osiemnastej, więc miałam jeszcze dwie godziny.
- Możesz jechać, jeśli chcesz. – rzuciłam w kierunku
chłopaka.
- Zostanę, oczywiście jeżeli nie masz nic przeciwko.
- Jasne, że nie mam. – zaśmiałam się.
Pobiegłam do szafy, z której wydobyłam swoją kreację na ten
wieczór. Najpierw oczywiście wzięłam prysznic, po czym zaczęłam się szykować.
Najpierw fryzura, potem makijaż i na końcu strój oraz dodatki. Z efektu
końcowego byłam nawet zadowolona.
Wyszłam z pomieszczenia, by zaprezentować się
rodzince. Wszyscy byli zachwyceni moim wyglądem. Nie obyło się oczywiście od
tysiąca zdjęć.
- Andrzejku nie stój tak. Podejdź do Agatki, zrobimy wam
zdjęcie. – uśmiechnęła się babcia.
Wrona podszedł do mnie i nieśmiało objął w pasie. Mama
zrobiła jeszcze kilka fotek, a kiedy uświadomiłam ją ile mamy czasu, w trymiga
znaleźliśmy się w samochodzie. W szkole znaleźliśmy się dosyć szybko, do
rozpoczęcia pozostało około piętnastu minut, więc mogłam jeszcze porozmawiać z
Wroną.
- Słuchaj Andrzej, jeśli naprawdę tak ci na mnie zależy i
dalej chcesz spróbować być ze mną, to.. zgadzam się. – uniosłam lekko kąciki
ust ku górze.
Kraczący uniósł mnie do góry i okręcił nas kilka razy, wokół
własnej osi.
- Puszczaj mnie wariacie, bo jeszcze się rozmyślę!
Te słowa zadziałały natychmiastowo. Wrona odstawił mnie na
ziemię, po czym ujął moje dłonie.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że w końcu się
zgodziłaś. – oparł swoje czoło, o moje.
- Nie mogę ciągle żyć przeszłością. Trochę się już znamy,
dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, ufamy sobie, więc co stoi na
przeszkodzie?
Nagle obok nas pojawiła się jedna z nauczycielek, która
oznajmiła, że mamy wszyscy zbierać się na salę gimnastyczną. Muszę przyznać, że
ogarnął mnie stres. Andrzej chyba zdążył to zauważyć, gdyż zatrzymał mnie i
przyciągnął do siebie. Przez chwilę wpatrywał się we mnie, by po chwili czule
musnąć moje usta.
- Będzie dobrze, jestem przy tobie. – uśmiechnął się
przyjaźnie.
Chwycił moją dłoń i odprowadził na salę. Udałam się na swoje
miejsce, a po niecałych dwóch minutach rozpoczęła się uroczystość. Po krótkim
wstępie, mogliśmy rozpocząć taniec. Na początku strasznie się bałam, że pomylę
kroki, czy coś w tym stylu, jednakże wszystko poszło dobrze. Później
ustawiliśmy się klasami i zaczęła się kolejna część uroczystości. Kilka
piosenek zaśpiewanych przez uczennice i uczniów. Były duety, trio, śpiewano
nawet grupami. Ostatnia piosenka była solówką, która.. przypadła właśnie mojej
osobie. Wyszłam na środek, chwyciłam mikrofon, wsłuchałam się w melodię i
zaczęłam śpiewać słowa piosenki. Otrzymałam gromkie brawa, a następnie udałam
się z powrotem na swoje miejsce. Potem dziękowaliśmy nauczycielom i rodzicom,
wręczając im róże, czy bukiety. Po wszystkim, mogliśmy udać się piętro wyżej,
gdzie mieliśmy poczęstunek. Po zjedzeniu ciepłego posiłku, wszyscy ruszyliśmy na
samą górę, gdzie odbywała się impreza.
- No, Nowakowska powiem ci, że całkiem nieźle nam to wyszło.
– zaśmiałam się.
- Też tak sądzę. – zawtórowała mi – A tak w ogóle, to
opowiadaj jak było u lekarza!
- Dobrze było, z moim synkiem wszystko okay, rozwija się
prawidłowo, także jest dobrze.
- Chwila, chwila.. Synkiem?! Będziesz miała synka? – oczy
dziewczyny przybrały rozmiaru co najmniej pięciozłotówek - Gratuluję siostra! – wyściskała mnie.
- Ale to nie wszystko.. Olga, ja… Ja i Wrona. My jesteśmy
razem.
Z początku Luśka nie była zadowolona, jednakże stwierdziła,
że skoro mam być z nim szczęśliwa, to przeżyje ten fakt. Dodała jeszcze, że
jeśli mnie skrzywdzi, to będzie miał z nią do czynienia.
Impreza trwała w najlepsze, wszyscy świetnie się bawili. Sporo
osób podchodziło oraz pytało, jak się czuję, co z dzieckiem itp. Przyznam, że
było to bardzo miłe. Nie sądziłam, iż ludzie ze szkoły tak zareagują na
wiadomość o mojej ciąży. Myślałam, że
raczej będą sypały się komentarze typu „puszczalska”,
„nudziło jej się, to zrobiła sobie dziecko”, „dzi*ka” i tak dalej. A tu takie miłe zaskoczenie.
Po trzech godzinach tańca, zeszłam na dół w celu chwilowego
odpoczęcia. Siedziałam z Nowakowską oraz Blanką przy stole. Rozmawiałyśmy na
dość błahe tematy. W pewnym momencie przypomniała mi się sytuacja, która miała
miejsce przy fontannie. Opowiedziałam o niej przyjaciółkom, a te były tak samo
zdziwione i zdezorientowane, jak ja.
- Może, to jakaś stara znajoma, czy może ktoś z rodziny? – zasugerowała
Blanka.
- Raczej nie. Przecież bym ją chociaż kojarzyła, a jestem
pewna, że nigdy wcześniej jej nie widziałam. – stwierdziłam – Chociaż..
czekajcie. Może jednak już gdzieś ją widziałam..
- Kombinuj Szalpuk, kombinuj!
Starałam się ze wszystkich sił, żeby przypomnieć sobie,
gdzie mogłam widzieć tę dziewczynę. Jednakże tego dnia wydarzyło się tyle
rzeczy, że nie potrafiłam się skupić.
- Dobra dziewczyny, nie mam pojęcia. – wzruszyłam ramionami
– Wracamy?
- Wracamy i się bawimy! – krzyknęła radośnie Nowakowska.
Poszłyśmy więc z powrotem na salę, gdzie odbywała się
impreza. Wszystko trwało do około trzeciej w nocy. Ale bawiliśmy się świetnie.
Przyznam szczerze, że cieszę się, iż dałam namówić się dziewczynom i oczywiście
Wronie, na przyjście tutaj. Było rewelacyjnie i z pewnością tego dnia i tego
balu, nigdy nie zapomnę.
______________________________________________________
Trzynasty rozdział oddaję w Wasze ręce ♥ :D
Miał być jak zwykle wcześniej, ale nie miałam na niego pomysłu :/ Także to u góry pozostawiam Waszej ocenie :)
Szczerze mówiąc nie mam bladego pojęcia, kiedy pojawi się następny.. Zaczęła się szkoła i niestety, ale w tym roku muszę nieźle się przyłożyć do nauki. Postaram się jednak, żeby najszybciej jak będzie to możliwe napisać coś, ogarnąć i dodać :)) ♥
Życzę wszystkim powodzenia w nowym roku szkolnym! :*
Czytasz + Komentujesz = Motywujesz! ♥
Do napisania! :**** ♥






świetny
OdpowiedzUsuńDziękuję! :))
UsuńPozdrawiam ;)
O kurczaki pieczone.
OdpowiedzUsuńA+A=❤
Czekam na następny.
Buziaczki. ;*
Dziękuję za komentarz :))
UsuńPozdrawiam ;*
No co ja mogę powiedzieć. Rozdział jak zwykle genialny i tyle w tym temacie. Nie podoba mi się, że Agata zgodziła się zostać dziewczyną Wrony. Ja nadal liczę na happy end z Bartkiem. Czekam na kolejny i pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńDziękuję!! :))
UsuńPożyjemy, zobaczymy :D
Pozdrawiam ;*
Żebyś nie krzyczała, przeczytałam ;3
OdpowiedzUsuń#BrakChęciNaSPAM #Sorry #ZInnegoKonta_CoMiSzkodzi xD #TeamWrona ♥♥♥
Ja na Ciebie krzyczę? O.o
UsuńTy wolisz Wronę, pani N. Woli Bartka..
Wam dogodzić to się nie da :'D
Gdybyś była zainteresowana to informuję, że pojawił się drugi rozdział. Pozdrawiam, Win.
OdpowiedzUsuńhttp://gryze-sie-we-wlasny-oddech.blogspot.com/2016/09/oddech-drugi.html
Na pewno wpadnę! ;)
UsuńEndrjuu <3
OdpowiedzUsuńTak , tak <3
Dziękuję za komentarz :):
UsuńPozdrawiam ;*
PS. Zapraszam na nowości :)
OdpowiedzUsuńWszystko nadrobię! Tylko znajdę chwilkę czasu :))
UsuńHej! Z tej strony Marcyśka (być może mnie pamiętasz), i chciałabym Cię zaprosić na moje nowe opowiadanie!
OdpowiedzUsuńBędzie mi bardzo miło jeśli wpadniesz i zobaczysz moje "nowe dziecko" - opowiadanie.
zatoniemy.blogspot.com
Miłego dnia!
Zajrzę Na pewno! :)
UsuńPozdrawiam! :))
Droga Lininac (<3 :'D)
OdpowiedzUsuńKiedy nowy? :'D
Buźka ;*
Nie mam pojęcia i dobrze o tym wiesz :( ;*
UsuńEhh.. Ja chyba nigdy się nie doczekam.. 💔
OdpowiedzUsuńCo do nowego, to sama chciałabym wiedzieć kiedy się pojawi :( Mam pewien pomysł, ale.. Ty mnie zabijesz ://
UsuńA o co mi chodzi dowiesz się jakoś umm w święta :))
Nie widzę zakładki, więc piszę tutaj :)
OdpowiedzUsuńChciałabym Cię serdecznie zaprosić na moje pierwsze opowiadanie - https://sto-dni-cierpienia.blogspot.com/
Będzie mi miło jak zajrzysz i wyrazisz swoją opinię! <3
A tutaj fragment: "Była moim światłem na niebie. Wystarczyło, że weszła do pomieszczenia, w którym ja przebywałem i wszystko stawało się inne. Unikatowe. Cenniejsze niż wszystko. Kochałem ją rano, z roztrzepanymi włosami i w mojej koszuli. Kochałem ją popołudniu, gdy przez dwie godziny próbowała ugotować coś w kuchni. Kochałem ją wieczorem, gdy zmęczona całym dniem, zasypiała w trakcie ulubionego filmu. Kochałem ją, gdy wrzeszczała i rzucała we mnie przypadkowymi rzeczami. Kochałem ją, kiedy się zawstydzała. Kochałem ją, gdy budziła mnie wcześnie rano, abym zdążył zjeść śniadanie. Kochałem ją, gdy w złości mówiła mi, że mnie nienawidzi. Kochałem ją, gdy tuliła się do mnie podczas oglądania horroru. Kochałem ją, gdy mówiła przez sen, że mnie nigdy nie zostawi. Kochałem ją, gdy wybuchała głośnym śmiechem, z powodu mojego kiepskiego żartu. Kochałem ją, kiedy powiedziała, że zamieszka ze mną. Kochałem ją, kiedy wskakiwała na mnie i całowała, gdy wracałem do domu. Kochałem ją , kiedy mówiła, że mnie kocha. Kochałem ją zawsze... A później zrobiłem jej coś takiego... "
Pozdrawiam,
Sechri :)