Obudziły mnie promienie słońca, przedzierające się do
kurkowego pokoju. Uchyliłam powieki, a moim oczom ukazała się promienna twarz
Bartosza. Na wspomnienie ubiegłej nocy, mimowolnie się uśmiechnęłam. To, co się
stało było niesamowite! Upewniło mnie tylko, że uczucie, jakim darzę chłopaka
leżącego tuż obok mnie jest silne i prawdziwe. Jednakże myśl o jego zbliżającym
się wyjeździe, nie dawała mi spokoju.
- Nie myśl o tym teraz, proszę. – usłyszałam tuż nad swoim
uchem.
- Nie potrafię normalnie funkcjonować wiedząc, że niebawem
wylecisz z kraju. – rzekłam smutno.
Kurek popatrzył swymi oczyma prosto w moje, po czym czule
musnął moje wargi.
Wysiliłam się na uśmiech, a następnie wtuliłam w chłopaka. W
jego ramionach czułam się naprawdę dobrze, a także bezpiecznie. Był pierwszym
osobnikiem płci męskiej, który stał się dla mnie tak ważny.
Po prawie godzinnym wylegiwaniu się, postanowiliśmy
przygotować śniadanie. W żółwim tempie zwlekliśmy się z łóżka, a potem udaliśmy
się do kuchni. Otworzyłam dość sporych rozmiarów lodówkę, po czym zaczęłam
przeglądać, co można by tu upichcić. W pewnym momencie poczułam kurkowe dłonie
na swoich biodrach, a następnie czułe pocałunki składane na mojej szyi.
- Chyba mieliśmy robić śniadanie. – mruknęłam - Nie wiem, jak ty, ale ja jestem głodna.
- Mi zdecydowanie wystarczysz twoja osoba. – powiedział,
jednocześnie odwracając mnie przodem do siebie.
W jego oczach ponownie dostrzegłam tańczące iskierki.
Zaśmiałam się cicho, a następnie zatraciłam się w pocałunku. Bartosz wziął mnie
na ręce i zaczął kierować się ku swej sypialni.
- O nie, Kurek. Tak dobrze, to nie ma! - spoważniałam.
Chłopak popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, a ja miałam
ochotę się roześmiać widząc jego minę. Choć bardzo chciałam powtórzyć
wydarzenie z wczoraj, to nie mogłam. Głód wziął górę. Niechętnie wyswobodziłam
się z silnych ramion chłopaka. Kolejny raz spojrzałam w jego hipnotyzujące
oczy. Cmoknęłam go w usta, po czym wróciłam do kuchni.
- Omlet czy tosty? – krzyknęłam.
- Omlet. – usłyszałam głos dobiegający z głębi domu.
Zabrałam się więc za przygotowanie posiłku. Nie zajęło mi to
zbyt wiele czasu, jednakże Kurkowi najwyraźniej tego czasu brakło na
doprowadzenie się do normalnego stanu. Po kolejnych dziesięciu minutach
oczekiwania, zniecierpliwiona podreptałam w kierunku łazienki. Stanęłam przed
drzwiami i lekko stukałam w drzwi.
- Bartek, żyjesz tam? – zapytałam zaniepokojona brakiem
odzewu.
- Kurek?! – dalej nic.
Złapałam za klamkę – zamknięte. Zaczynałam się niepokoić. Stałam pod tymi
drzwiami, co chwila uderzając w nie pięściami.
- Bartoszu, ostrzegam, że jeżeli nie otworzysz tych drzwi w
przeciągu trzech sekund, to nie ręczę za siebie!
Myślicie, iż moje krzyki coś dały? Jeśli tak, to mylicie
się. Nie wiedziałam, co mam robić. Co jeśli się poślizgnął, uderzył o kant
szafki i leży tam teraz nieprzytomny. Albo może zasnął w wannie, zachłysnął się
wodą i potrzebuje natychmiastowej pomocy? Albo po prostu, jak to ma w zwyczaju
– założył słuchawki i podgłośnił muzykę na ful. Przez moją głowę przebiegało
tysiące scenariuszy na minutę. Osunęłam się po drzwiach i podkuliłam kolana pod
brodę, czekając na jakiś cud. Nagle usłyszałam skrzypienie. Zgadniecie czego?
Oczywiście tych debilnych drzwi, w których stała postać chłopaka. Niemal
natychmiast zerwałam się z podłogi i stanęłam przed nim, krzyżując ręce na
piersiach. Patrzyłam na niego w taki sposób, że gdyby można było zabijać
wzrokiem – Kuraś leżałby już martwy.
- Co ty sobie wyobrażasz?! – zaczęłam. – Stoję przed tymi
drzwiami, dobijam się, krzyczę, panikuję, nie wiem już co robić, a ty po dwudziestu
minutach, jak gdyby nigdy nic wychodzisz sobie zadowolony z łazienki?!
Żałujcie, że nie widzieliście tej jego zmieszanej miny.
Biedak nawet nie mógł słowa z siebie wydusić.
- Powiesz coś wreszcie? – mruknęłam.
Zamiast odpowiedzi, otrzymałam pełen czułości pocałunek.
- Przepraszam. – szepnął. – Wiesz przecież, że kiedy mam
słuchawki na uszach, to mogą bombardować ulicę, a ja nic nie usłyszę. – mówił,
jednocześnie muskając kciukiem mój policzek.
- Bałam się o ciebie. – rzekłam smutno.
- Wiem, dlatego jeszcze raz przepraszam. – ucałował mnie w
czubek głowy. – Czekaj. Martwiłaś się o mnie? – zapytał, a na jego twarzy
pojawił się cwany uśmieszek.
Na początku miałam zamiar jakoś się z tego wyplątać, ale po
co? Przecież on dobrze wie, jaki jest dla mnie ważny. Idiotyczne historyjki nie
mają sensu.
- Co w tym dziwnego? – spytałam.
- Nie no, nic. Ale.. – zaczął, jednakże nie pozwoliłam mu
dokończyć. Oznajmiłam, iż zimne już śniadanie znajduje się na stole w kuchni.
Następnie zgarnęłam swoje ubrania, ogarnęłam się w miarę możliwości.
Podziękowałam za gościnę, po czym przeprosiłam i opuściłam dom Kurków. Z
dziwnym mętlikiem w głowie, kierowałam się do swojego miejsca
zamieszkania. Wparowałam do swojego
pokoju, gdzie od razu opadłam na łóżko. Wzięłam do ręki poduszkę, po czym
schowałam w niej twarz.
- Jesteś nienormalna, Agata. – rzekłam sama do siebie.
Nie zrobiłam nic takiego, żeby mieć powód do smutku. Jednak
wystarczyła jakaś błahostka. Nie mogłam tak dłużej. Przebrałam się w coś
wygodnego, związałam włosy, a następnie ruszyłam pobiegać. Ze słuchawkami w
uszach, kompletnie nie zwracałam uwagi na to, co mnie otacza. Odcięłam się od
tego popieprzonego świata. Po dłuższej chwili, jednak pożałowałam. Wpadłam na
dość wysokiego mężczyznę. Przeprosiłam go, a kiedy miałam biec dalej, ten
złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się, uniosłam wzrok i zobaczyłam twarz
osoby, która była ostatnim człowiekiem z jakim wtedy miałam ochotę rozmawiać.
- Sorry, ale nie mam czasu. – burknęłam.
- Dla mnie go znajdziesz. – uśmiechnął się cwaniacko.
Był tak cholernie pewny siebie. Tak irytujący. Tak debilny.
A jednak miał w sobie coś takiego, co sprawiało, że oglądały się za nim setki
dziewcząt.
- Może te twoje teksty i uśmiechy działają na większość
lasek, ale na mnie jakoś nie. Więc odpuść sobie.
Nagle poczułam, jak Wrona miażdży moje usta swoimi.
Odepchnęłam go z całej siły, jednakże ten nie odpuszczał. Przyciągnął mnie do
siebie, a potem przyparł do drzewa. Choć bardzo chciałam uciec, nie miałam jak.
- Wiem, że kręci cię moje zachowanie, tak jak i moja osoba.
– powiedział pewnie.
Na te słowa parsknęłam śmiechem.
- No chyba śnisz! – zmierzyłam go wzrokiem.
Kraczący po raz kolejny zaczął mnie całować. Tym razem robił
to inaczej. Pocałunek był bardziej namiętny oraz.. czuły (?). Z początku
opierałam się, jak tylko mogłam, jednakże po chwili uległam. Zaczęłam oddawać
pocałunki, które stawały się coraz bardziej zachłanne. Nagle usłyszałam znajomy
dźwięk, co oznaczało, że ktoś właśnie do mnie dzwoni.
- Dziękuję wybawicielu! – radowałam się w duchu.
Na wyświetlaczu pojawiło się radosne zdjęcie Bartka. Na moją
twarz od razu wkradł się szeroki uśmiech. Wolałam jednak nie odbierać, gdyż nie
miałam pojęcia, co może odbić Wronie.
- Muszę iść. –
rzekłam chłodno.
- I tak będziesz moja. Wiesz o tym. – krzyknął, kiedy już
się oddalałam.
Zaśmiałam się ironicznie, a swoje kroki kierowałam do domu.
Nie mojego, a Kurka za którym jakimś cudem, zdążyłam się już cholernie
stęsknić. Za wszelką cenę chciałam zapomnieć o sytuacji, która miała miejsce
chwilę temu. Moje myśli krążyły wokół dwóch osób. Bartosza oraz Andrzeja.
Uczucie, jakim darzę tego pierwszego jest czymś, czego nigdy wcześniej nie
doznałam. Przy nim czuję się bezpieczna, kochana po prostu jest mi z nim
dobrze. Co do Wrony, to.. już kompletnie inna sprawa. Jest przyjacielem Bartka.
Nie powinnam była mu ulegać. Nie wiem dlaczego, ale nadal czuję smak jego ust.
To w jaki sposób mnie całował… Nie! Koniec! Ogarnij się kretynko! – karciłam
się w myślach. Teraz najważniejszy jest Kurek i nic, ani nikt nie ma prawa tego
zmieniać. Zbliżając się już do jego domu, dostrzegłam jego postać na chodniku.
Był lekko podenerwowany. Rozmawiał z kimś przez telefon. Podeszłam nieco
bliżej, aby coś usłyszeć.
- Da się to jakoś
przyspieszyć? – zapytał.
- …
- W sobotę na
przykład?
- …
- Pasuje.
- …
- Nie spieprz tego. To
bardzo ważne.
- …
- Cześć.
Po zakończeniu rozmowy, wziął głęboki oddech. Przeczesał
dłonią włosy, po czym pokręcił głową. Odwróciwszy się ujrzał moją osobę.
Uśmiechnął się szeroko, a następnie skradł mi całusa. Próbowałam dowiedzieć się
z kim rozmawiał, jednakże po dłuższym upływie czasu poddałam się. Resztę dnia
spędziliśmy dość leniwie. Najpierw spacer, potem wypad do kina, kolacja, którą
Bartek sam przygotował, a później.. Później wylegiwaliśmy się w jego pokoju.
***
***
Chłopak zawisł nade mną i intensywnie wpatrywał się w moje
oczy. Co chwila skradał mi buziaki, czy po prostu całował w czoło, policzki,
szyję.
Szeptał mi do ucha, jak bardzo mu na mnie zależy, że jestem piękna, wspaniała. Słowa, które najbardziej utkwiły mi w głowie, brzmiały „Jesteś tylko moja”. Trochę mnie zamurowało, jednak miał rację. Byłam jego. Tylko i wyłącznie jego.
Szeptał mi do ucha, jak bardzo mu na mnie zależy, że jestem piękna, wspaniała. Słowa, które najbardziej utkwiły mi w głowie, brzmiały „Jesteś tylko moja”. Trochę mnie zamurowało, jednak miał rację. Byłam jego. Tylko i wyłącznie jego.
Byłam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam,
obejmowana kurkowymi ramionami. Kiedy się obudziłam, było godzina ósma z
minutami. O dziwo obok mnie nie było chłopaka. Ubrana w jedną z jego koszulek
oraz krótkie spodenki, podreptałam do kuchni. Potrzebowałam kawy. W dużej
ilości. Na stole znalazłam dzbanek z napojem kofeinowym, a przy nim niewielką
karteczkę.
„Stwierdzam, że jesteś
padnięta. Tak samo, jak ja zresztą. Kawę masz w dzbanku, podziękujesz jak wrócę
:* Będę najpóźniej przed dziesiątą. B.
P.S. jesteś śliczna,
kiedy śpisz <3”
Szeroki uśmiech gościł na mojej twarzy, już od samego rana.
Zapowiada się przyjemny dzień. Niemalże duszkiem wypiłam większą zawartość
dzbanka i pochłonęłam kilka kanapek, które przygotowałam na szybko. Następnie
podreptałam w kierunku łazienki. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic. Potem
osuszyłam ciało i włosy, doprowadziłam się do przyzwoitego stanu i opuściłam
pomieszczenie. Powędrowałam do salonu. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie, już
miałam sięgać po pilota, lecz moją uwagę przykuła pewna kartka. Chwilę
zastanawiałam się, czy aby na pewno przeczytać jej treść, jednakże ciekawość
wzięła górę.
„Zostaw Agatę w
spokoju. Tak będzie lepiej dla ciebie i dla niej. Nie ryzykuj.”
No nie powiem. Przestraszyłam się trochę. Chciałam w jakiś
sposób obrócić to w żart, ale to chyba było niemożliwe. Postanowiłam poczekać z
tym do powrotu Kurka. Musiał mi to jakoś wyjaśnić. W międzyczasie chciałam się
czymś zająć. Z racji tego, że ostatnio miałam niewiele czasu dla Olgi,
stwierdziłam iż ją odwiedzę. Dopiero po dłuższej chwili uświadomiłam sobie, że
jest czwartek dziewiąta rano. Czyli jak każda normalna nastolatka, powinnam być
właśnie w szkole. Sęk w tym, iż ja nie należałam do tych normalnych
piętnastolatek. Zawsze się wyróżniałam. W ostatnim czasie, podobno zmieniłam
się nie do poznania. Może i się zmieniłam, ale bez przesady. Moi bliscy
zdecydowanie przesadzają. Po prostu zaczyna im prawdopodobnie przeszkadzać moje
ciągłe imprezowanie i zapewne związek – o ile można to tak nazwać – z
Bartoszem. Mnie pasuje taki tryb życia. I tyle. Tak czy siak chciałam
porozmawiać z kuzynką. Musiałam to zrobić teraz, gdyż potem pewnie nie
znalazłabym dla niej czasu albo na odwrót. Napisałam więc do niej sms’a.
„Dasz radę zerwać się
z lekcji dla swojej ukochanej siostrzyczki? :) Muszę z kimś pogadać.”
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
„Już myślałam, że nie
rozmawiasz z nikim, prócz Kurka. Ale niech ci będzie. Za 20 minut obok
fontanny.”
Odpisałam krótkie „OK.” i ruszyłam we wspomniane miejsce.
Byłam dziesięć minut przed czasem, więc miałam chwilę na przemyślenie tego, co
jej powiem. Nowakowska zjawiła się dokładnie po ośmiu minutach. Już po jej
minie, wnioskowałam, że jest zła. Wręcz wściekła, a na dodatek smutna. Nie
dziwiłam się. Zaniedbałam ją. Naszą przyjaźń. Nie panowałam nad tym. Bartek
niesamowicie na mnie działał. Przy nim kompletnie zapomniałam, że oprócz niego
mam jeszcze przyjaciół i rodzinę, których ostatnimi czasy strasznie
zaniedbywałam.
- Luśka, przepraszam. – rzekłam smutno.
Dziewczyna spojrzała na mnie niemalże pustym wzrokiem.
Wiedziała, że zniosłabym jej krzyki, ale nie tę ciszę, która między nami
panowała. Podeszłam do niej nieśmiało, po czym mocno przytuliłam. Do moich oczu
napłynęły łzy. Było mi cholernie przykro. Byłam na siebie tak wściekła, że
miałam ochotę sama sobie dać w twarz.
- Siostrzyczko, przepraszam. – łkałam – Wiesz, że bardzo cię
kocham. Ale musisz pogodzić się z tym, że Bartek jest dla mnie cholernie ważny.
A teraz chcę spędzać z nim, jak najwięcej czasu. Dobrze wiesz, iż za niedługo
wyjeżdża z kraju.
- Wiem.. – odezwała się po dłuższym upływie czasu – Wiem, że
ci na nim zależy, ale nie potrafię przyzwyczaić się do tego, że jakiś chłopak
ma właśnie moją małą siostrzyczkę..
- Małą? Jestem starsza! – zaśmiałam się.
- O całe trzy miesiące, rzeczywiście. – zawtórowała mi – Ale
jesteś niższa!
- Dzięki, że mi o tym przypominasz. – wywróciłam oczami.
***
- Musisz z nim o tym porozmawiać. – rzekła poważnie, gdy
skończyłam opowiadać o kartce, jaką znalazłam dziś u Kurków.
- Szczerze wątpię w to, że powie mi prawdę. Ale spróbuję coś
z niego wyciągnąć.
- Ej! Zaraz wakacje, jest piękna pogoda. Co ty na to, żeby w
weekend zrobić jakiegoś grilla? – zaproponowała.
- Świetny pomysł! Tylko gdzie?
- U mnie. W sobotę. O dziewiętnastej. Ściągnę trochę
znajomych, ty weźmiesz ze sobą Bartka. Załatwi się coś do jedzenia i oczywiście
do picia. Z góry uprzedzam twoje pytanie, moi rodzice jadą do Łodzi, na
imieniny jakiejś ciotki, wracają w niedzielę przed wieczorem.
- To w takim razie, jutro idziemy razem na zakupy. A teraz
przepraszam, ale muszę wracać. Bartek zaraz pewnie będzie w domu.
- No tak.. Bartek. – zaśmiała się – Może w końcu poznam go
trochę bliżej i dowiem się, co takiego w nim widzisz.
Po chwili pożegnałam się z kuzynką, a następnie skierowałam
się w kierunku miejsca zamieszkania Kurka.
Jak się potem okazało, Bartosz był już w domu. Przywitałam
się z nim, po czym zrobiłam nam gorącą czekoladę.
Siedzieliśmy przytuleni na kanapie, wgapiając się w ekran
telewizora. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Odłożyłam na stolik kubek z
gorącym napojem. Spojrzałam na wyświetlacz komórki. Mama. No świetnie. Przecież
mieli wrócić dopiero jutro! Z niechęcią wcisnęłam zieloną słuchawkę i
przyłożyłam aparat do ucha.
- Gdzie ty się szlajasz dziecko? Powinnaś być w szkole, a z
tego co mi wiadomo nie byłaś od wtorku! Wracaj mi tu natychmiast do domu!
- Jestem zajęta.
- Nie interesuje mnie to. Widzę cię tu za pięć minut. –
rzekła, po czym zakończyła połączenie.
Zdenerwowana rzuciłam telefon o kanapę, krzycząc
jednocześnie krótkie ‘’wal się!’’. Podniosłam swoje cztery litery, podeszłam do
okna, gdzie podparłam się rękoma o parapet. Zamknęłam oczy i próbowałam się
jakoś uspokoić. W pewnym momencie poczułam kurkowe dłonie na swoich ramionach.
- Co się dzieje? – zapytał.
- Rodzice. Przypomnieli sobie o mnie i myślą, że mogą mi rozkazywać.
– prychnęłam.
Chłopak odwrócił mnie do siebie, a następnie lekko musnął
moje usta.
- Jestem z tobą, Agatka. Zawsze będę, pamiętaj o tym. –
wyszeptał, po czym mocno mnie do siebie przytulił.
- Muszę wracać. Zdzwonimy się. – powiedziałam, jednocześnie wyswobadzając się z jego objęć.
- Muszę wracać. Zdzwonimy się. – powiedziałam, jednocześnie wyswobadzając się z jego objęć.
- Pójdę z tobą.
- Nie. Lepiej nie, uwierz.
- Agatka..
- Spotkamy się potem. – wspięłam się na palce i złożyłam
czuły pocałunek na jego ustach.
***
Nie wiedziałam czego mogę spodziewać się po przekroczeniu
progu swojego rodzinnego domu. Bałam się. Chyba pierwszy raz tak się bałam.
Niestety tym razem nie miałam wyjścia. Musiałam z nimi porozmawiać. Wzięłam
głęboki oddech, złapałam za klamkę i nieśmiało weszłam w głąb korytarza. W
salonie siedzieli moi rodzice. Nawet nie zauważyli, kiedy weszłam. Stanęłam
naprzeciwko nich i czekałam, aż zacznie się najgorsze.
- Co ty sobie wyobrażasz?! – zaczęła rodzicielka – Nie
chodzisz do szkoły, szlajasz się nie wiadomo gdzie, ani z kim. Nikomu nic nie
mówisz. Nie sypiasz w domu. Co to ma być?!
- Teraz sobie o mnie przypomniałaś?! Niby lepiej późno, niż
wcale. Nic o mnie nie wiecie, więc z łaski swojej darujcie sobie te kazania.
Nie chodzę do szkoły, bo mam swoje powody. Nigdzie się nie szlajam i nie z byle
kim, bo z kimś na kim naprawdę mi zależy, kto mnie rozumie. Mówię, ale wam
niektóre informacje nie są potrzebne do wiadomości. Nie sypiam, bo jak już
mówiłam, mam ważniejsze sprawy. Sorry.
- Masz szlaban. Koniec tych wyjść. Od teraz bierzesz się za
naukę!
- Śmieszna jesteś. – prychnęłam, a po chwili pobiegłam do
swojego pokoju.
Zgarnęłam pierwszą, lepszą torbę i zaczęłam pakować
najpotrzebniejsze rzeczy. Po kilkunastu minutach zeszłam na dół.
- A ty gdzie? – zapytał tata.
- Wyprowadzam się na jakiś czas. Nie ważnie gdzie. Nie
wnikajcie. – oznajmiłam.
Wyszłam z domu, a swoje kroki skierowałam pod dobrze znany
mi adres. Stanęłam przed drzwiami i nacisnęłam dzwonek. Po chwili drzwi się
uchyliły, a w nich stanęła osoba, którą najchętniej od razu bym przytuliła.
- Mogę tu zostać na trochę? – zapytałam – Nie pytaj, o co
chodzi, później ci opowiem. Mogę?
- Jasne, że możesz._________________________________________________
Jestem!
Wróciłam!
Żyję!
Stęskniłam się za tym blogowym światem i za Wami ♥
Ostatnimi czasy, jakoś nie mogłam się zmotywować do napisania czegokolwiek. Do tego szkoła, nauka, czyli kompletny brak czasu. Dopiero teraz jakoś stwierdziłam, że skoro zaczęłam pisać tego bloga, to go skończę. Szczerze? Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie, czy komuś w ogóle ten blog się podoba i czy ktoś jeszcze będzie to czytał.
Dość niedawno zmieniłam nazwę, więc trzeba będzie się przyzwyczaić :D
To chyba na tyle..
Kolejny rozdział pojawi się pewnie za tydzień, gdyż napisałam sobie aż jeden na zapas tak na wszelki wypadek :D
Mam jeszcze ogromną prośbę do Was.
Jeśli przeczytaliście ten rozdział, to dajcie znać, że jesteście :) Wystarczy mi zwykła kropka w komentarzu, uśmiech, czy cokolwiek innego, bylebym wiedziała, że ktoś to czyta :)
Czytasz + Komentujesz = Motywujesz! ♥
Do napisania! :**** ♥




Uaaa pierwsza?
OdpowiedzUsuńRozdz taki jak każdy twój.. Boski!😍
Kuwa nie wiem co o tym myśleć 😂 Ta kartka? Hmm czyżby od Wrony..?
Ah no tak Olga! Fakt troche ją zaniedbałaś (-,-) Ale lepiej puźno niż wcale..
Kurde wyprowadzka od rodziców w wieku 15-stu lat? Też tak chce!😃 Ale yyy z tobą 😁 Idzesz na to?😄
Dobra nie chce mi się już pisać więc napisze tylko MASZ SZYBKO DODAĆ NASTĘPNY(!!!) i..
Buźka!😘
Fajnie, że chcecie się wyprowadzić beze mnie..
UsuńChociaż to może i lepiej - dla mnie oczywiście! :D
Na te wasze komentarze już odpowiedziałam osobiście :'D
UsuńA co do wyprowadzki to proponuję Gdańsk ^^
Miałaś zająć mi pierwszy kom..
OdpowiedzUsuńNie skomentuję i ch.. :)
Fjesz, że ciem kocham..
UsuńAle gnieciesz mi kolana..
UsuńAle gnieciesz mi kolana..
UsuńNie wiem :o
UsuńTeraz już chyba nie :'D
Dlaczego aż dwa razy? :o :'D
💓
OdpowiedzUsuńDzięki za komentarz :))
Usuń:)
OdpowiedzUsuńDzięki za komentarz :)
Usuńświetny
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Ci się podoba :))
UsuńI dzięki za komentarz :)
:)
OdpowiedzUsuńDzięki za komentarz :)
Usuń;)
OdpowiedzUsuńDzięki za komentarz :))
Usuń:)
OdpowiedzUsuńDzięki za komentarz :)
UsuńJuż idę czytać! :))
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowe opowiadanie, którego głównymi bohaterami będą francuscy siatkarze, a konkretnie: Earvin N'Gapeth, Thibault Rossard i Kevin Tillie. Liczę, że zajrzysz i jeśli Ci się spodoba zostaniesz na dłużej :)
OdpowiedzUsuńhttp://we--can--keep--it--undercover.blogspot.com
Już zaglądam! :)
UsuńCudoo♥
OdpowiedzUsuńDziękuję! <3
UsuńI dzięki za komentarz :))
ekheeem
OdpowiedzUsuńChyba na urodziny kupię ci kalendarz ♥
Jeśli masz na myśli taki z siatkarzami to proszę bardzo :'D
Usuń